poniedziałek, 21 listopada 2016

"Możliwość wyspy" - klony (ocena 7/10)

Przede wszystkim gorące podziękowania dla Pawła, który wspiera nie tylko samą książką - fizycznie, ale przede wszystkim motywacją do jej przeczytania.
Dodatkową motywacją był pomysł wspólnej (z naszymi paniami zresztą) wizyty w Teatrze Rozmaitości, który nie wypalił ze względu na problemy z biletami na ten spektakl. Sam zresztą odbiłem się trzykrotnie (!!!) w kolejce po wejściówki.
Akcja książki toczy się dwutorowo: współcześnie i w przyszłości. Bohaterem jest Daniel. Współcześnie komik, który osiągnął ogromny sukces finansowy, właściciel psa, reżyserujący kontrowersyjne i obrazoburcze filmy, koneser młodych kobiet. Trochę przypadkowo zaangażował się w sektę, która kreśli przyszłość na stworzeniu człowieka nieśmiertelnego poprzez klonowanie. Sam nie jest zafascynowany teoriami sekciarzy, jednak chętnie z nimi uczestniczy w tym cyrku: albo z nudy, albo z poczucia samotności.
Na chwilę ulgę w jego życiu przynosi związek z młodą kobietą. Jednak z czasem wieź pomiędzy nimi zanika, kobieta bardzo przeżywa starzenie się swojego organizmu. I tak naprawdę jedynym przyjacielem pozostaje pies.
 
W przyszłości żyją klony Daniela. Czyli każdy (oprócz niepokornych) człowiek dochodząc do jakiegoś wieku zostaje likwidowany, a na jego miejscu powstaje nowy numer swojego imienia. W książce Daniel właśnie przechodzi z 24 do 25. Jeden z nich zaczyna czytać wspomnienia swojego pierwowzoru i zastanawia się czy ten nowy, klonowany świat jest lepszy. A gdzieś w ukryciu jeszcze żyją ludzie, którzy normalnie umierają.
 
Książkę się bardzo dobrze czyta, mimo tak skomplikowanej materii. Skłania do wielu refleksji. Co prawda przede wszystkim do pesymizmu, ale na to byłem przygotowany - w końcu to książka polecana przez Jerzmana ...
 
Jak się uda w końcu dostać na spektakl w TR Warszawa to więcej: i o książce, i o sztuce, i o przemyśleniach w teatralnych zakładkach. Bo zdecydowanie jest to pozycja żeby poświęcić jej więcej miejsca. Jeżeli Houellebecq uznaje "Możliwość wyspy" za swoją najważniejszą książkę - to może mieć rację.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz