piątek, 21 kwietnia 2017

"Inwigilacja" Remigiusz Mróz - komunia na Księżycu (nr 3: #ReadList2017)

Joanna Chyłka, gdyby się dowiedziała, że od tej książki zacząłem przygodę z tym autorem pewnie miałaby jakąś kąśliwą uwagę, i raczej nie byłoby to w miarę kulturalne: "zacząłeś od dupy strony".

Remigiusza Mroza poznałem na spotkaniu autorskim w Warszawie TUTAJ, a przy okazji promocji książki "Inwigilacja" TUTAJ zaszokowało nas zainteresowanie artykułem. Stąd po otrzymaniu, dzięki uprzejmości niezawodnego Wydawnictwa Czwarta Strona, odłożyłem wszystkie czytelnicze zaległości i wziąłem się za - z pierwszego oglądu - "cegłę". Lektura zajęła mi cztery wieczory, co chyba powinno zakończyć recenzję, może z adnotacją że czytałem szybko nie dlatego żeby skończyć i mieć odhaczoną kolejną pozycję na #ReadList2017, a dlatego że nie da się tego wolniej chłonąć.

Cóż więc sprawia, że jest to tak zajmująca fabuła?

Pewnie wyznawcy Mroza już napisali o tym tysiące postów i recenzji. Nie czytałem osobiście, więc wypunktuje swoje spostrzeżenia w kolejności istotności:
1) Humor (Chyłka jak dla mnie jest najdowcipniejszą postacią literacką jaką spotkałem, w takim stylu dowcipu, który uwielbiam)
2) Dopracowane postacie, nie tytko i nie przede wszystkim główne, np. w Inwigilacji moją ulubioną jest prawnik z drugiej Kancelarii (z anglojęzycznymi wstawkami), z którą dość niechętnie muszą bohaterowie współpracować
3) Ciekawostki (o tym poniżej w celu wyjaśnienia tytułu)
4) Zwroty akcji (przydało się tutaj słownictwo Chyłki, bo kilkakrotnie rzuciłem "o kurwa", "ja pierdolę", nawet nie myślą o intelektualnym "o Panie Remigiuszu, nie spodziewałem się")
5) Aktualność (wiadomo terroryzm, inwigilacja, prawicowa władza w Polsce)
6) Warszawa (tak, sprawdzałem gdzie jest ulica Tuwima i zamierzam fakt, że można tam zaparkować wykorzystać przy kolejnej wizycie w okolicach Nowego Świata).

Wróćmy więc do punktu 3. Fabułę się zapomina, książki w swojej masie ulatują, ale jak coś z nich zostaje to jest wyjątkowy atut. Z "Inwigilacji" zostanie mi do końca informacja o tym, co zrobił jeden z członków ekipy lądującej na Księżycu. Otóż tuż po wyjściu na Srebrny Glob przyjął Komunię Świętą.

Ogólnie bardzo mi się podoba podejście, przynajmniej w tej książce autora do religii, czego najlepszym dowodem jest cytat (wychwycony zresztą jednej z recenzji na lubimyczytac.pl":
""Człowiek jest jak laptop. A wiara jest jak Wi-Fi, łączy go z całym światem. I podobnie jak owa sieć, jest niewidzialna".


A teraz odczekam tydzień i dopiszę co mi się ... nie podobało, bo jednak im dłużej czasu od zakończenia lektury tym więcej mankamentów mi przychodzi do głowa. Ale czyż to nie kolejny atut książki, że nie można się od jej treści opędzić?




Po dwóch tygodnia od zakończenia lektury postanowiłem napisać swoje wątpliwości. Książka wciąż ma moją wysoką ocenę, bo pamiętam z jakim zaciekawieniem ją chłonąłem. Część poniższych uwag pewnie ma wytłumaczenie, ale nie czytałem dyskusji internetowych. Tym razem w kolejności chronologicznej, czyli po kolei co mnie denerwowało.
  1. Nawiązania do poprzednich książek. To niby moja wina, że zacząłem czytać od piątej części, ale odniesienia do poprzednich były w mojej ocenie zupełnie zbyteczne. I pojawiały się chyba tylko po to że połechtać ego wiernych czytelników. Miały znikomy wpływ na akcję i spokojnie mogłyby zostać pominięte. A tak to miałem kilka razy zagwozdkę, czy jakiś fakt z poprzednich książek nie będzie miała istotnego wpływu na fabułę. Nie miała.
  2. Śmierć Lipczyńskich. Takich przełom dla samego przełomu, bo w sumie niewiele zmieniło w fabule. Najpierw robi się wrażenie, że ktoś posunął się aż do morderstwa (jeżeli miałyby to być służby to już zbytnie przegięcie), a potem w zasadzie sprowadza się to do przypadku. Otóż przypadków w takich książkach nie powinno być.
  3. Ataki na Chyłkę. Niby jest to wytłumaczeniem, że miała być zmotywowana na maksa. Tyle, że akty agresji (X5, ale głównie upicie ciężarnej) były zdecydowanie zbyt mocne. A w kontekście wyroku nie wydają się niezbędne.
  4. Wyrok. No właśnie. Sama Chyłka nie wierzy, że to efekt jest maestrii adwokackiej. Wyraźnie podkreślany jest podejrzany charakter wyroku, nawet sędzia zgłaszający zdanie odrębne był zbyt lakoniczny. Czyli wniosek, że ławnicy zostali ustawieni? OK, ale jeśli tak to po co ta cała heca z adwokatami?
  5. Kordian. W sumie jak wyżej. Akcja z zatrzymaniem go na Poniatowskim i wrabianiem w morderstwo w kontekście rozstrzygnąć wydaje się zupełnie zbyteczna. On już zupełnie nie miał wpływu na proces, a jedynie mógł się wygadać wcześniej Chyłce. Po co było to przeciągnięcie go na druga stronę, w dodatku szyte grubymi nićmi – nie wiadomo.
  6. Scena erotyczna. OK – rozumiem, ze Chyłka i Odyński mają ku siebie. Rozumiem również, że kobieta może przełamać opory akurat w momencie gdy jest na faceta najbardziej wkurzona. Ale jest kilkadziesiąt stron do końca książki, cała masa spraw nie wyjaśnionych, a Remigiusz raczy nas macankiem i zdejmowaniem stanika. A później naprędce w jednym monologu Odyńskiego trzeba kluczowe wątpliwości wyjaśniać, często niestety nazbyt ogólnie, jak chociażby wyżej wymienione zagadnienia śmierci Lipczyńskich, czy wpływu na orzekających o winie oskarżonego.
  7. Końcówka – jak dla mnie zbyt irytująca i przesadzona. Dzwonienie tuż przed egzaminem, głupiutka pogawędka i zakończenie w dramatycznym momencie bardziej mi przypominają serialowe zakończenia, żeby zachęcić do czytania kolejnej części. Zupełnie zbytecznie, bo książka broni się sama w sobie i każdy kto ją przeczytał i tak sięgnie po następny tom. Nie sądzę, żeby poprzednie odcinki też tak „gwałtownie” się kończyły.
  8. Intryga kluczowa, czyli kwestia podstawienia przez służby terrorysty. Moim zdaniem szyta grubymi nićmi i bardzo ryzykowna dla służb, przez co mało realna. Chętnie był poznał opinię kogoś z branży, ale mnie ta akcja nie przekonała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz